|
Blog > Komentarze do wpisu
Zgermanizowany Wrocław
„Śmiercią bohaterską za Ojczyznę polegli…” – głosi inskrypcja na pomniku poświęconym poległym w czasie I wojny światowej mieszkańcom Rędzina. I bulwersuje sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa Andrzeja Przewoźnika, bo „państwo polskie nie powinno czcić żołnierzy niemieckich”. Pomnik przy ul. Szachistów to oczywiście kolejny dowód na to, że polskie miasto germanizuje się. Odpór teutońskiej nawale zagrażającej piastowskiemu Wrocławiowi dawała dotąd najdzielniej „Rzeczpospolita”, ale ostatnio posiłki przysłał „Nasz Dziennik”. Długo się ociągał, bo pomnik odnowiono już kilka lat temu, ale za to od razu wystrzelił z haubicoarmaty. W charakterze załogi wystąpił Andrzej Przewoźnik, który wprawdzie przyznaje, że „Rada OPWiM nie wyraża zastrzeżeń co do istnienia pomników tego rodzaju, jeśli przy ich odbudowie przestrzegano obowiązujące w Rzeczpospolitej Polskiej normy prawne oraz jeśli ich symbolika i wyrażane treści nie naruszają jej integralności”, ale tak w ogóle niemieccy żołnierze nie są bohaterami dla Polaków. Pan sekretarz zapomina, że w niemieckich mundurach walczyli wtedy także Polacy. I nie tylko w niemieckich. Także w austriackich, rosyjskich i francuskich, kanadyjskich i amerykańskich. Dwa miliony Polaków poszło na front I wojny światowej. Wśród tych 450 tysięcy zabitych byli i tacy, którzy padli z ręki rodaków. Trzydzieści lat temu Ossolineum wydało zbiór listów Józefa Iwickiego, żołnierza z I wojny światowej. Przygotował je do druku dr Adolf Juzwenko, dziś dyrektor Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. Poznał osobiście ich autora i opowiadał mi o tym spotkaniu. W chwili wybuchu wojny Iwicki był studentem Politechniki Gdańskiej, a dla armii tzw. jednorocznym (czyli odbył roczne szkolenie wojskowe, które było przedsionkiem do uzyskania stopnia oficerskiego). Został wzięty do Wehrmachtu, skierowany na front flandryjski i tam przez cztery lata wojny siedział w okopach. Widział beznadziejną masakrę, której jedynym efektem było przesuwanie się linii frontu o kilka kilometrów w jedną lub drugą stronę. Iwicki przez cztery lata napisał do matki mieszkającej w Pelplinie na Pomorzu ponad trzysta listów. Redagował je jak dziennik i numerował, żeby matka wiedziała, czy wszystkie doszły. Dr Juzwenko nie miał wątpliwości czytając te listy, że Iwicki bardzo przykładnie wypełniał obowiązki niemieckiego żołnierza. Był zdyscyplinowany, odważny, awansował do stopnia porucznika. Ale niemal w każdym liście zadawał sobie pytanie, co będzie z Polską, i w tych okopach flandryjskich czekał na Niepodległą. Walcząc przeciwko Francuzom w armii zaborcy. Dwa lata temu na dziedzińcu między Ossolineum a tzw. Maciejówką odsłonięto pomnik poświęcony nauczycielom i uczniom słynnego Gimnazjum św. Macieja, którzy polegli podczas I wojny światowej. To pomnik przedwojenny. Odkryto go podczas prac budowlanych. Na bloku z piaskowca jest wyryty napis (w tłumaczeniu z niem.) "Chcemy wolni Ojczyznę ujrzeć na własne oczy albo wolni do naszych braci na górze dołączyć". Uwieczniono też w kamieniu 183 nazwiska. Wśród tych niemieckich i żydowskich jest także 28 nazwisk polskich. Zapytałam dr Juzwenkę o ten napis: "Chcemy wolni Ojczyznę ujrzeć na własne oczy...". Jaką? Odpowiedział, że dla znakomitej większości - Niemcy. Ale jak patrzy na ten pomnik, to myśli o Iwickim. Gdyby zginął na wojnie w mundurze Wehrmachtu, gdyby to jego nazwisko znalazło się na pomniku, Juzwenko wiedziałby, jaką ojczyznę chciał ujrzeć na własne oczy. On często z uznaniem pisał o Niemcach: o ich zdyscyplinowaniu, szacunku dla pracy. Nigdy jednak z nimi się nie utożsamiał. Czekał na Polskę. Ale paradoksalnie napis na pomniku odzwierciedlałby to pragnienie. Gdy w 1918 roku przyszła wolność, pojawiła się też u niektórych pokusa rozliczenia decyzji Polaków. "Myśmy byli tam, gdzie niepodległość, a wy tam, gdzie zaborcy". Ale w miarę upływu czasu te spory orientacyjne znikały. W końcu zaczęto lansować tezę, że wszyscy mieli rację. I ci, co walczyli po stronie Rosji, i ci, co znaleźli się w obozie państw centralnych. Jedni i drudzy przysłużyli się niepodległości. Po prostu obstawiliśmy wszystkie drogi. Norman Davies, pisząc o I i II wojnie światowej, stwierdził, że to były dwie okrutne wojny domowe Europejczyków. Miejmy nadzieję, że kiedyś Europejczycy będą powszechnie tak je oceniać i grać tylko w jednej drużynie.
poniedziałek, 10 listopada 2008, przystanekwroclaw
Komentarze
elmos
2008/11/11 09:30:59
Oj Beatko:)) Jak miło zgodzić sie z Tobą;)))
2008/11/11 10:40:48
Dlaczego we Wrocławiu nie mamy pomnika Pilsudskiego? Dlaczego plac marszalka znajduje sie w odleglym miejscuw miescie? Dlaczego w ogole nie ma pomnikow ludzi ktorzy dla Polski zrobili tak wiele? Co mamy? Z szumem odslaniane niemieckie tablice,pomniki no i Hale Stulecia upamietniajaca zwyciestwo Prus nad Napoleonem. A czyz to nie my spiewamy "dal nam przyklad Bonaparte jak zwyciezac mamy"?
|
|